Ciach strzelił dwa gole KTS Weszło. Stanowski był wściekły, dzień później stracił prawo jazdy (wideo)
Arkadiusz Ciach był jednym z bohaterów sobotniego meczu KS CK Troszyn z KTS Weszło. Wychowanek Ostrovii Ostrów Mazowiecka dwukrotnie trafił do siatki lidera Betclic III ligi i pomógł swojej drużynie wywalczyć remis 3:3. Wynik mocno przeżył Krzysztof Stanowski, który dzień później przyznał, że po spotkaniu był wściekły. Na tym jego burzliwy weekend się nie skończył - w niedzielę został zatrzymany przez policję za znaczne przekroczenie prędkości i stracił prawo jazdy na trzy miesiące.
Przed sobotnim spotkaniem niewiele wskazywało na to, że KTS Weszło może mieć w Troszynie aż tak duże problemy. Beniaminek znakomicie rozpoczął sezon w grupie pierwszej Betclic III ligi. Wygrał pięć pierwszych meczów, zdobył komplet 15 punktów i legitymował się bilansem bramkowym 14:2. KS CK Troszyn znajdował się na przeciwnym biegunie. Gospodarze mieli tylko punkt, zajmowali ostatnie miejsce i przystępowali do spotkania z liderem z bilansem bramek 4:15.
Boisko szybko pokazało jednak, że pozycje w tabeli nie będą tego dnia najważniejsze. W 27. minucie wynik otworzył Arkadiusz Ciach. KTS odpowiedział niemal natychmiast za sprawą Macieja Firleja, ale chwilę później Troszyn ponownie prowadził po bramce Mikołaja Kłosińskiego. Wtedy do głosu doszedł Damian Winiarski. Dwa jego trafienia sprawiły, że goście schodzili do szatni przy wyniku 3:2.
Po przerwie gospodarze zaczęli przejmować inicjatywę. W 62. minucie Ciach zdobył swoją drugą bramkę i doprowadził do remisu. Na tym strzelanie niespodziewanie się zakończyło, choć sytuacji nie brakowało. Przy stanie 3:3 obydwie drużyny mogły przechylić szalę zwycięstwa na swoją stronę. KTS zmarnował między innymi pojedynek sam na sam, miał też okazję w doliczonym czasie gry. Swoje szanse tworzyli również gospodarze.
Ostatecznie spotkanie zakończyło się remisem 3:3. Dla KTS była to pierwsza strata punktów w sezonie, natomiast zespół z Troszyna zdobył cenny punkt w starciu z liderem.
Podczas niedzielnej transmisji Kanału Zero założyciel KTS wrócił do wydarzeń z boiska. Nie ukrywał, jak mocno przeżył wynik spotkania. Przyznał, że bezpośrednio po końcowym gwizdku dominowała u niego przede wszystkim złość.
- Nie no, wściekły byłem. Faktem jest, że ten remis był sprawiedliwy, bo od stanu 3:3 i oni mieli sytuacje, i my mieliśmy sytuacje. To w ogóle niewiarygodne, że ten mecz skończył się takim wynikiem, bo oni mogli nam strzelić ze dwa gole, my mogliśmy pewnie ze trzy. Jeszcze w doliczonym czasie gry mieliśmy sytuację, wcześniej zmarnowaliśmy sam na sam. Od razu po meczu wysiadłem z autokaru, wsiadłem w samochód i wściekły pojechałem dalej - mówił Krzysztof Stanowski.
Mimo rozczarowania dziennikarz nie próbował odbierać zasług gospodarzom. Przyznał, że drużyna z Troszyna rozegrała bardzo dobre spotkanie, a remis - patrząc na przebieg drugiej połowy i liczbę okazji po obu stronach - był sprawiedliwy.
- Ale trzeba szanować ten punkt, bo Troszyn naprawdę dobrze zagrał. Będziemy liderem po tej kolejce, będziemy też prawdopodobnie po następnej, więc nie ma co narzekać. Sytuacja w tabeli jest niespodziewanie dobra. Pięć zwycięstw, jeden remis, zero porażek - jest okej - podkreślił Stanowski.
Na przebieg meczu wpływała również pogoda. Piłkarze musieli mierzyć się z silnym wiatrem i deszczem. Stanowski zaznaczył, że trudne warunki nie pomagały żadnej z drużyn.
- Szkoda, bo ten mecz wczoraj... Wichura, deszcz, takie ciężkie warunki atmosferyczne. To nikomu nie pomagało - mówił.
KTS utrzymał prowadzenie w tabeli, ale Stanowski nie zamierzał już po sześciu kolejkach ogłaszać, że jego drużyna pewnie zmierza po awans. Zapytany, po ilu kolejkach byłby gotowy mówić o awansie, odpowiedział, że dopiero po 34. kolejce, czyli po zakończeniu sezonu. Przekonywał, że liga jest zbyt wyrównana, aby na jej wczesnym etapie wyciągać daleko idące wnioski.
- Strasznie wyrównana liga. Naprawdę to jest takie wyświechtane hasło, że każdy może wygrać z każdym w jakiejś lidze, bo dobrze wiemy, że tak zazwyczaj nie jest, ale ta liga jest naprawdę dość wyrównana. Nie patrzyłbym na punkty, które są dzisiaj. Tak jak wygraliśmy pięć z rzędu, tak pięć z rzędu możemy przegrać. Nie chcę powiedzieć, że nic się wtedy nie wydarzy, bo będziemy smutni, ale to nie będzie jakąś sensacją - ocenił Stanowski.
Jako przykład podał rezerwy ŁKS-u Łódź, które rozpoczęły rozgrywki od pięciu kolejnych porażek. Jego zdaniem dotychczasowe wyniki nie oddawały rzeczywistego potencjału łódzkiego zespołu. Kilka godzin przed spotkaniem z ŁKS-em Łomża przewidywał, że rezerwy łódzkiego klubu w końcu się przełamią.
- Graliśmy z nimi mecz. Świetna drużyna, świetnie operują piłką. Spadli z drugiej ligi dopiero co. Ci sami chłopcy w zasadzie bez zmian tam grają, są już o rok starsi, więc wydawałoby się, że ligę niżej będą dobrze punktować. Zaczęli od pięciu porażek, a podejrzewam, że dzisiaj wygrają z Łomżą i moim zdaniem wystartują i będą szli tylko w górę - mówił.
Prognoza dotycząca wyniku szybko się sprawdziła. ŁKS II przegrywał do przerwy z zespołem z Łomży 1:3, ale po niezwykłym pościgu zwyciężył 4:3. Była to pierwsza wygrana łodzian po pięciu kolejnych porażkach. Czy rzeczywiście pozwoli im ona rozpocząć marsz w górę tabeli, pokażą dopiero następne spotkania.
Równie emocjonujący mecz rozegrały rezerwy Widzewa Łódź, które pokonały Olimpię Zambrów 4:3 i powiększyły swój dorobek do 13 punktów. Po zakończeniu kolejki KTS Weszło pozostaje liderem z 16 punktami. Widzew II ma ich 13, a niepokonane Wigry Suwałki - 12. KTS jest jedynym zespołem w grupie, który odniósł pięć zwycięstw.
KS CK Troszyn nadal zajmuje ostatnie miejsce, ale po remisie z KTS ma już dwa punkty. Cała kolejka potwierdziła słowa Stanowskiego o wyrównanej stawce. W dziewięciu spotkaniach padły aż 44 bramki, a siedem meczów zakończyło się remisem albo zwycięstwem jednej z drużyn różnicą tylko jednego gola.
Na sportowych emocjach ten weekend się jednak nie zakończył. W niedzielę Stanowski uczestniczył w Letniej Trasie Kanału Zero. Specjalny autokar ekipy jechał tego dnia z Końskich do Tokarni, a Wąchock był drugim z siedmiu przystanków.
Jak podało Radio ZET, w drodze do Wąchocka policjanci zatrzymali Stanowskiego w Odrowążu. Jechał z prędkością 110 km/h w miejscu, w którym obowiązywało ograniczenie do 50 km/h. Funkcjonariusze nałożyli na niego mandat w wysokości 3000 złotych, przypisali mu 13 punktów karnych i zatrzymali prawo jazdy na trzy miesiące.
Wieczorem Stanowski potwierdził w serwisie X informację o kontroli. Z jego relacji wynikało, że zaczął przyspieszać jeszcze przed minięciem znaku kończącego obszar zabudowany.
- Tak, to prawda. Jakieś 10 metrów przed znakiem "koniec terenu zabudowanego" mnie capnęli i było 110. Jak to powiedział policjant: "Tam, gdzie piękna droga, żeby depnąć, tam jesteśmy my" - napisał Stanowski.
Jeden z komentujących zasugerował, że niewidoczny radiowóz mógłby być podstawą do kwestionowania kontroli. Stanowski przyznał, że policyjnego samochodu nie było widać, ale nie zamierzał zrzucać odpowiedzialności na funkcjonariuszy.
- Radiowóz był zupełnie niewidoczny, natomiast nie róbmy jaj z wykłócaniem się. To nie schowany radiowóz był problemem. Zawiniłem, zapłaciłem karę na miejscu, odpocznę od prowadzenia - napisał.
Inny internauta zapytał Stanowskiego, czy przekroczył prędkość podczas wyprzedzania autokaru Kanału Zero. Dziennikarz stanowczo temu zaprzeczył.
- Nie, nie, podążałem śladem naszego autokaru. Byłem jakieś 20 kilometrów za nim. Tam nikogo nie mijałem, nic nie jechało - wyjaśnił.
Jeden z internautów przypomniał następnie archiwalne nagranie, w którym Stanowski ostro wypowiadał się o kierowcach znacznie przekraczających dozwoloną prędkość. Dziennikarz odpowiedział bez ogródek.
- Przecież sama prawda w tym nagraniu. A że i ja byłem dzisiaj debilem? No tak - przyznał Stanowski.
Kolejny internauta zapytał, czy po zatrzymaniu prawa jazdy Stanowski mógł samodzielnie odjechać z miejsca kontroli. Dziennikarz odpowiedział, że według informacji przekazanej mu przez policjantów miał jeszcze 24 godziny, podczas których mógł prowadzić samochód.
Do dyskusji włączyła się także posłanka Paulina Matysiak, która zasugerowała mu korzystanie z transportu publicznego. Stanowski odpowiedział żartem, że dobrze się złożyło, iż kupił autokar, choć nie jest pewien, czy można uznać go za "zbiorkom". Następnego ranka pokazał już zdjęcie z rowerem i dopisał: "Czas do pracy!".
Zobacz wideo (od 3:21:47)
https://www.youtube.com/live/k2rEWffVD3s?si=Y_TSmfuwmGSOuvvS&t=12107
Więcej o meczu:






