Skocz do zawartości
Dzisiaj
20oikona pogody
Zła jakość powietrza!
Jutro
14oikona pogody
PB957,80 złON8,98 złLPG3,25 zł
Skrót dnia Wideo Zdjęcia Reklama Redakcja
Strona głównaAktualności

W Bugu pod Brokiem leży parowiec. Nie każdy zna tę niezwykłą atrakcję (wideo)

Wyświetleń: 1368
W Bugu pod Brokiem leży parowiec. Nie każdy zna tę niezwykłą atrakcję (wideo)
Parowiec "Mazur" na Wiśle w Warszawie, lata 1925-1929. Jego nazwę łączono z wrakiem pod Bojanami, ale nie potwierdzono, że chodzi o ten sam statek. Fot. Narodowe Archiwum Cyfrowe.

Przy niskiej wodzie z Bugu pod Brokiem wyłaniają się niepozorne fragmenty metalowej konstrukcji. To pozostałości około 40-metrowego parowca, który zatonął ponad sto lat temu. Choć niewiele z niego widać, od lat budzi ciekawość mieszkańców i pasjonatów historii.

Reklama

Wrak spoczywa na wysokości Bojan w gminie Brok, naprzeciwko Płatkownicy, na granicy Nadbużańskiego Parku Krajobrazowego.

Okoliczni mieszkańcy i wędkarze znali go na długo przed tym, zanim zainteresowały się nim media. Szczególnie głośno zrobiło się o parowcu podczas suszy w 2015 roku. Jak opisywał Andrzej Mierzwiński w artykule "Dzieje jednego parowca", nad rzekę przyjeżdżały wtedy dziesiątki ciekawskich, także z odległych miejscowości. Chcieli zobaczyć wrak i dowiedzieć się, skąd wziął się pod Bojanami.

Co to właściwie za statek? Był bocznokołowcem. Zamiast śruby napędzały go duże koła łopatkowe umieszczone po obu stronach kadłuba. Poruszała nimi maszyna parowa, do której parę dostarczał kocioł. To pamiątka czasów, gdy podróż rzeką wyglądała zupełnie inaczej niż dziś.

Mazowiecki Zespół Parków Krajobrazowych opisuje go jako dawny polski statek pasażerski. Początkowo miał więc wozić podróżnych. Według jednej z hipotez podczas pierwszej wojny światowej przejęli go Rosjanie i wykorzystywali do transportu wojskowego. Taki los spotykał wówczas cywilne parowce, które wcielano do rosyjskiej flotylli.

Czytaj nas częściej w Google
DODAJ W GOOGLE

Autorzy opracowania archeologicznego opublikowanego w 2024 roku datują zatonięcie statku na 1915 rok. W opisie parku jego koniec powiązano z odwrotem Rosjan. Parowiec miał zostać ostrzelany lub wejść na mieliznę. Dokładnego przebiegu ostatniego rejsu nie udało się jednak ustalić.

Dlaczego tak niezwykła pamiątka wciąż leży w rzece? Próbowano ją stamtąd wydostać. W maju 2006 roku akcję podjęła warszawska firma ratownictwa wodnego RAKO. Według relacji opisanej przez Mierzwińskiego zamiar udaremnił wyjątkowo wysoki poziom wody.

Do pomysłu wracano. W 2014 roku przy wraku pracowali archeolodzy, a rok później publicznie mówiono o planach jego wydobycia.

- Wciąż trwają prace wydobywcze. Mamy nadzieję, że w przyszłym roku uda się wydostać cały parowiec z wody - mówiła w 2015 roku "Faktowi" Hanna Pilcicka-Ciura ze Stowarzyszenia Naukowego Archeologów Polskich.

Samo podniesienie wraku nie rozwiązałoby jednak wszystkich problemów. Trzeba jeszcze zabezpieczyć i zakonserwować zachowane elementy oraz zapewnić miejsce ich przechowywania lub ekspozycji. Przy zabytku tej wielkości to poważne przedsięwzięcie, wymagające pieniędzy i przygotowania.

Właśnie na to zwracają uwagę autorzy publikacji w "Internet Archaeology". Wskazują, że próby wydobycia nie powinno się ponawiać, dopóki nie zostaną zapewnione środki na konserwację i przechowywanie wraku. Problemem nie jest więc tylko wyciągnięcie statku z Bugu, ale również to, co stanie się z nim później.

Do trudności z wydobyciem dochodzi jeszcze jedna zagadka: nazwa parowca. Nadzieję na jej ustalenie przyniosła opisana w 2015 roku tabliczka z nazwą zakładów Schichaua w Elblągu i datą 1895. Badacze żeglugi wiązali oznaczenie kotła z parowcem "Mazur".

Ten trop ma jednak słaby punkt. W "Dniu Pomorskim" z 21 września 1932 roku znaleźliśmy wiadomość, że "Mazur" przypłynął z Warszawy do Torunia, a następnie wyruszył w drogę powrotną. Statek o tej nazwie nadal więc pływał. Nie pasuje to do wersji o parowcu leżącym pod Bojanami od 1915 roku, chyba że chodziło o różne jednostki o tej samej nazwie.

Możliwe jest także inne wyjaśnienie. Już w 2015 roku Waldemar Danielewicz i Jan Bartelski rozważali, czy kocioł z "Mazura" nie został przełożony do innego statku. Gdyby tak było, tabliczka zdradzałaby historię urządzenia, a nie nazwę wraku. To wciąż hipoteza, nie rozstrzygnięcie.

Dla odwiedzających okolice Broku parowiec pozostaje przede wszystkim niezwykłą pamiątką dawnej żeglugi. Trzeba tylko pamiętać, że jego widoczność zależy od poziomu wody. Pozostałości warto oglądać z bezpiecznej odległości, bez wchodzenia na zniszczoną konstrukcję. To bowiem Bug decyduje, kiedy odsłoni swoją atrakcję.

Reklama

Powiązane tematy

Reklama

Polecane wiadomości

Reklama

Nasze podserwisy

Warto odwiedzić

Spotted Ostrołęka
Info Przasnysz

Wyszukiwarka