"Ja jestem stąd". Pełna sala na przedpremierowym pokazie "Klarnetu"
Terminy
Kino Ostrovia wypełniło się po brzegi. 7 września mieszkanki i mieszkańcy miasta zobaczyli "Klarnet" Toli Jasionowskiej jako jedni z pierwszych widzów w Polsce, ponad miesiąc przed ogólnopolską premierą filmu. Po seansie na scenę wyszły reżyserka oraz Andrzej Chyra, a rozmowę z nimi poprowadziła dyrektorka Miejskiego Domu Kultury, Miłosława Skoczek-Śliwińska.
Chwila ciszy
Zanim rozpoczęła się rozmowa, publiczność uczciła minutą ciszy pamięć zmarłego niedawno aktora Jana Frycza. Prowadząca wyjaśniła też nieobecność zapowiadanej wcześniej Weroniki Humaj. Jan Frycz był jej teściem, a terminu spotkania nie dało się już przesunąć.
Nie tylko rodzinne miasto reżyserki
Otwierając rozmowę, Miłosława Skoczek-Śliwińska podkreśliła, ile pracy kosztowało doprowadzenie do tego wieczoru.
– Cały rok pracowaliśmy nad tym, aby dzisiaj ten film ujrzał światło dzienne właśnie tutaj, w rodzinnym mieście Toli Jasionowskiej – mówiła ze sceny, dodając, że Ostrów Mazowiecka jest również jej własnym miastem. Wspomniała też, że sam film widziała po raz pierwszy wcześniej, w Sejnach, gdzie kręcono zdjęcia, jak przyznała, było to dla niej niezwykle wzruszające doświadczenie.
Powrót do miejsca, z którego się jest
Rozmowa zaczęła się od pytania o źródło filmu, o to, gdzie reżyserka znalazła impuls, by opowiedzieć historię osadzoną akurat w tej przestrzeni i tych stronach Polski. Tola Jasionowska mówiła o swojej drodze przez muzykę, śpiew i teatr, wspominając między innymi spektakl, który współtworzyła w klubie garnizonowym w Komorowie w 1998 roku i z którym wygrała ogólnopolski festiwal.
Opowiedziała też o odkrywaniu własnych korzeni, o drugiej stronie rodziny, wywodzącej się z Suwalszczyzny, o którą otarła się dopiero jako dorosła osoba i o intuicyjnych wyjazdach nad Wigry, do Ośrodka Pogranicze, zanim jeszcze zrozumiała, dlaczego ją tam ciągnie. To właśnie tam, jak mówiła, chciała zagrać z autentyczną Orkiestrą Klezmerską z Sejn, mimo że sama na niczym nie grała.
Spotkanie zakończyło się słowami, które wybrzmiały wcześniej w samym filmie i które moderatorka przypomniała publiczności na pożegnanie: życzeniem, aby każdy potrafił odnaleźć swój dom i powiedzieć: "Ja jestem stąd".
Jak powstała rola lekarza
Publiczność usłyszała także historię castingu Andrzeja Chyry, opowiedzianą przez samą reżyserkę. Jasionowska przyznała, że pierwotnie planowała obsadzić w filmie osoby, które dobrze znała. Z Chyrą nie była wcześniej zaznajomiona. Do decyzji doszło podczas pierwszego spotkania w jego domu, gdy na stole zobaczyła leżący flet poprzeczny, a aktor zaczął opowiadać o swoim synu i ojcostwie. "Ty zagrasz tę rolę, bo to jest już wszystko gotowe" – miała wtedy pomyśleć.
Sam Andrzej Chyra mówił o tym, co przyciągnęło go do scenariusza. Opowiedział ostrowskiej publiczności o intymności jako kluczu do zrozumienia relacji jego bohatera, tajemniczego lekarza z młodą Łucją. Opisywał ją jako wrażliwe granie ze sobą, w którym najważniejsze pozostaje niedopowiedziane, a prawdziwość postaci bierze się z tego, że niosą one ze sobą jakiś wewnętrzny bagaż, a nie tylko funkcję w fabule.
Trudny debiut
Zarówno reżyserka, jak i aktor podkreślali, jak wymagającą produkcją był "Klarnet". Trzynaście dni zdjęciowych, praktycznie po jednym dublu na scenę, duża orkiestra na planie i debiutancka reżyseria. Chyra mówił o tym, z jaką świadomością wyzwań i możliwości Jasionowska przyszła na pierwsze spotkanie. Najpierw z gotowym scenariuszem, a dopiero potem osobiście. To właśnie, jak zdradził, przekonało go, że ma do czynienia z w pełni przygotowanym projektem.
Pytania z sali i nagroda
Po rozmowie na scenie publiczność mogła zadawać pytania. Jedno z nich dotyczyło nagród filmu. Jasionowska przypomniała, że "Klarnet" zdobył Nagrodę Główną Konkursu Polskich Filmów Fabularnych na festiwalu Mastercard OFF CAMERA, przyznaną przez międzynarodowe jury, które, jak żartobliwie zauważono ze sceny, podobno obserwowało reakcje widzów na sali podczas seansów festiwalowych.
Reżyserka odpowiedziała także na pytanie o szersze zainteresowania stojące za filmem, wspominając, że fascynują ją pogranicza kulturowe. Nie tylko suwalskie, ale też Śląsk, czyli miejsca, w których różne tradycje i wspólnoty musiały się odnaleźć w rzeczywistości ukształtowanej przez historię i politykę.
Kuluary
Spotkanie na scenie było dopiero początkiem wieczoru. Po oficjalnej części publiczność przeniosła się w kuluary kina, gdzie na twórców czekali widzowie chcący zamienić kilka słów osobiście i zrobić pamiątkowe zdjęcie. Rozmowy trwały jeszcze długo po zakończeniu części oficjalnej.






