Skocz do zawartości
Dzisiaj
17oikona pogody
Bardzo zła jakość powietrza!
Jutro
18oikona pogody
PB957,80 złON8,98 złLPG3,25 zł
Skrót dnia Wideo Zdjęcia Reklama Redakcja
Strona głównaAktualności

Cała Polska mówi o Joannie Jabłczyńskiej. Poszło o Tosię z "Nigdy w życiu!"

Wyświetleń: 529
Cała Polska mówi o Joannie Jabłczyńskiej. Poszło o Tosię z 'Nigdy w życiu!'
Fot. Facebook / Joanna Jabłczyńska.

Zaczęło się od pytania o jedną rolę. Skończyło na ujawnieniu prywatnych wiadomości, ostrych nagraniach, prawnikach, publicznych przeprosinach i zbiórce pieniędzy. Joanna Jabłczyńska, aktorka i radczyni prawna, która od kilku lat mieszka na podostrowskiej wsi, znalazła się w centrum zamieszania, o którym mówią media w całym kraju.

Reklama

Chodzi o nową odsłonę "Nigdy w życiu!". Film z Danutą Stenką, Arturem Żmijewskim i Joanną Jabłczyńską trafił do kin w 2004 roku i przyciągnął ponad 1,6 mln widzów. Stenka zagrała Judytę, Żmijewski - Adama, a Jabłczyńska wcieliła się w Tosię, nastoletnią córkę głównej bohaterki.

Po ponad dwóch dekadach rozpoczęto prace nad ekranizacją książki "Właśnie, że tak! Nigdy w życiu 20 lat później". Formalnie nie jest to prosta kontynuacja produkcji z 2004 roku, ale powraca w niej wielu znanych bohaterów. Do swoich ról wrócili między innymi Danuta Stenka, Artur Żmijewski i Marta Lipińska.

Zabrakło natomiast Joanny Jabłczyńskiej. Dorosłą Tosię zagrała Agnieszka Żulewska. I właśnie tutaj rozpoczął się pierwszy odcinek historii, której scenariusza chyba nikt wcześniej nie planował.

Podczas prezentacji jesiennej oferty TVN 26 sierpnia Jabłczyńska została zapytana o nowy film. Aktorka odpowiedziała, że w nim nie wystąpi, chociaż wcześniej otrzymała scenariusz, rozmawiała z reżyserem, spotkała się z kandydatem na ekranowego partnera i została zapytana o dostępność na około 14 dni zdjęciowych.

Czytaj nas częściej w Google
DODAJ W GOOGLE

Z relacji Jabłczyńskiej wynikało, że była przekonana, iż przygotowuje się do powrotu do swojej dawnej roli. Później miała jednak usłyszeć przez telefon, że podmiot finansujący dużą część produkcji ma własną kandydatkę do zagrania Tosi.

- Podmiot, który wykłada bardzo duże pieniądze, ma swoją kandydatkę do roli Tosi - tak Joanna Jabłczyńska relacjonowała treść rozmowy.

To właśnie sugestia, że na wybór aktorki mógł wpłynąć ktoś związany z finansowaniem filmu, stała się najbardziej zapalnym punktem całej sprawy. Rozmowa nie została nagrana, dlatego znamy jedynie wersję przedstawioną przez Jabłczyńską.

Producentka filmu Anna Wichłacz opisała sytuację zupełnie inaczej. Według niej 10 czerwca odbył się casting, w którym uczestniczyło sześć aktorek. Wszystkie miały być oceniane na takich samych zasadach. Jabłczyńską poinformowano 17 czerwca, że wybrano inną osobę. Rolę otrzymała Agnieszka Żulewska.

Problem w tym, że w zaproszeniu wysłanym Jabłczyńskiej nie pojawiło się słowo "casting". Była w nim mowa o "zdjęciach próbnych do roli Tosi", pracy z reżyserem, terminach realizacji filmu i planowanych dniach zdjęciowych. Aktorka wiedziała też, że Danuta Stenka i Artur Żmijewski pozostają w obsadzie.

Dla ekipy filmowej zdjęcia próbne mogą być zwyczajnym elementem castingu. Dla aktorki, która po ponad 20 latach miała ponownie spotkać się z ekranową rodziną, ta sama wiadomość mogła brzmieć jak przygotowanie do wejścia na plan. I właśnie tutaj komunikacja zaczęła przypominać zabawę w głuchy telefon.


Joanna Jabłczyńska w obszernym nagraniu przedstawiła własną wersję rozmów dotyczących obsady filmu. Wideo: Facebook / Joanna Jabłczyńska.

Sytuację jeszcze bardziej skomplikowała prywatna wiadomość od Katarzyny Grocholi. Pisarka wysłała ją Jabłczyńskiej 22 czerwca, czyli pięć dni po tym, jak aktorka - według producentki - miała już wiedzieć, że nie dostała roli.

- Dziękuję Ci, Joasiu. Walczę teraz o Ciebie zresztą z reżyserem i Wichłaczową - napisała Katarzyna Grochola.

Dwa dni później Jabłczyńska zapytała: "Kasiu, jakieś wieści z frontu?". Jak twierdzi, odpowiedzi już nie otrzymała.

Wiadomość Grocholi nie dowodzi, że rola została Jabłczyńskiej obiecana. Nie potwierdza również, że o obsadzie zdecydował podmiot finansujący film. Pokazuje jednak, że sytuacja nie była tak prosta, jak początkowo przedstawiała ją producentka. Skoro wybór miał być już zakończony, trudno się dziwić, że słowa o dalszej "walce" mogły dawać aktorce nadzieję na udział w produkcji.

Głos zabrała również Klementyna Szymańska, reżyserka obsady. Zaprzeczyła, by powiedziała Jabłczyńskiej, że podmiot finansujący film narzucił własną kandydatkę. Wyjaśniła, że propozycje aktorek wyszły od niej, a reżyser Greg Zgliński wybrał Agnieszkę Żulewską ze względu na jej sposób zagrania postaci.

Pozostały więc dwie sprzeczne wersje rozmowy telefonicznej. Każda ze stron trwa przy swojej, a nagrania, które rozwiązałoby tę zagadkę, nie ma.

Po pierwszych wypowiedziach Jabłczyńskiej w jej obronie stanęła część aktorów i ludzi związanych z filmem. Ilona Łepkowska, scenarzystka pierwszego "Nigdy w życiu!", oceniła sytuację słowami: "Bardzo, bardzo przykre". Dodała, że nie rozumie decyzji o zmianie aktorki.

Później Łepkowska zwróciła uwagę przede wszystkim na sposób prowadzenia rozmów z Jabłczyńską. Jeżeli rozważano kilka kandydatek, należało jej zdaniem powiedzieć o tym otwarcie, a następnie jasno i z odpowiednim wyczuciem poinformować aktorkę o ostatecznej decyzji.

Znacznie ostrzej zareagowała aktorka Beata Kawka. Wezwała twórców, aby "szybkim truchtem przeprosić Jabłczyńską i przywrócić ją do roli Tosi". Aktorka Aleksandra Konieczna zwróciła się natomiast do Grocholi słowami: "Dlaczego pani dezinformuje i jątrzy?". Julia Kamińska, która również grała Tosię - w serialowej wersji historii Judyty - napisała: "Ale jak to?! To ja już nie chcę oglądać".

Nie wszyscy stanęli jednak po stronie Jabłczyńskiej. Dziennikarka i krytyczka filmowa Karolina Korwin Piotrowska stwierdziła, że "robienie afery z obsady" uważa za żenujące. Aktor i muzyk Piotr Rogucki bronił Agnieszki Żulewskiej, podkreślając, że jest ona znakomitą aktorką. Krytykował również "robienie sobie PR-u na cudzej krzywdzie".

Bardziej ostrożny był aktor Andrzej Nejman, który zauważył: "Można się obrażać tylko o formę". Reżyserka i piosenkarka Maria Sadowska podkreśliła z kolei, że "nie ma w tym żadnej winy dwóch świetnych aktorek". Prezenterka telewizyjna Agnieszka Hyży przyznała po prostu: "Nie wiem, kto ma rację", zwracając uwagę, że publiczne wypowiedzi zaczęły zastępować bezpośrednią rozmowę zainteresowanych osób.

Katarzyna Grochola wydała 30 sierpnia oświadczenie. Zarzuciła w nim Jabłczyńskiej rozpowszechnianie nieprawdziwych informacji dotyczących udziału Agnieszki Żulewskiej. Zapowiedziała też podjęcie kroków prawnych w obronie aktorki.

Jabłczyńska odpowiedziała, że publikując pierwsze wypowiedzi, nie wiedziała jeszcze, kto otrzymał rolę.

- Kiedy publikowałam pierwsze nagrania, nie miałam zielonego pojęcia, kto dostał rolę Tośki. Nie spotkałyśmy się na castingu - wyjaśniła Joanna Jabłczyńska.

Aktorka przyznała jednak, że udostępniała wpisy fanów, które mogły pośrednio uderzać w Agnieszkę Żulewską. Za to ją przeprosiła. Pochwaliła jej aktorski talent i zaapelowała do internautów, by jej nie atakowali.

Warto to wyraźnie podkreślić: Agnieszka Żulewska nie wybierała obsady, nie rozpoczęła publicznego konfliktu i przez cały czas milczała. Ekspertka zajmująca się mediami Dagmara Pakulska zauważyła, że Żulewska "nie podjęła decyzji o zmianie obsady, nie rozpoczęła konfliktu, a dostała jego rykoszetem".

Kiedy wydawało się, że obsada tego internetowego serialu jest już kompletna, do akcji wkroczyła Dorota Szelągowska - prezenterka telewizyjna, projektantka wnętrz i córka Katarzyny Grocholi.

W opublikowanym nagraniu ostro zaatakowała Jabłczyńską. Twierdziła, że widziała zaproszenie na zdjęcia próbne i nie ma wątpliwości, iż był to casting. Według jej wersji Jabłczyńska po prostu przegrała go z Agnieszką Żulewską. Sugestię dotyczącą kandydatki podmiotu finansującego nazwała "ściemą".

- Asia, ty nie jesteś Tosią. Ty zagrałaś Tosię w filmie. Tosia jest moją historią - mówiła Dorota Szelągowska.

Na tym jednak nie poprzestała. Nazwała Jabłczyńską "złym człowiekiem" i zarzuciła jej niszczenie osoby, która stworzyła literacką postać Tosi. Dyskusja o sposobie wyboru aktorki zmieniła się w osobisty atak.

Jabłczyńska odpowiedziała, ujawniając wiadomość od Katarzyny Grocholi o "walce" o jej udział w filmie. Ponownie zaznaczyła też, że informację o kandydatce wskazanej przez podmiot finansujący miała usłyszeć podczas rozmowy telefonicznej.

Po ujawnieniu prywatnej korespondencji role szybko się odwróciły. Szelągowska usunęła pierwsze nagranie i opublikowała kolejne - tym razem z przeprosinami.

- Aśka, bardzo cię przepraszam. Nie miałam prawa cię obrażać. Żadne poczucie krzywdy czy zranienia tego nie tłumaczy. Jest mi wstyd. Bardzo cię przepraszam - powiedziała Dorota Szelągowska.

Jabłczyńska przyjęła przeprosiny. Zapowiedziała, że nie zamierza pozywać córki Grocholi, a jej publiczne przyznanie się do błędu oceniła z szacunkiem. Później zaprosiła również Szelągowską do wsparcia zbiórki dla Fundacji Rak'n'Roll.

Na tym karuzela przeprosin się jednak nie zatrzymała.

Jabłczyńska poinformowała, że otrzymała od pełnomocnika Katarzyny Grocholi wezwanie przedsądowe. Zażądano od niej opublikowania oświadczenia o wskazanej treści oraz wpłacenia 5 tys. zł na Fundację Rak'n'Roll. Przeprosiny miały pozostać na Facebooku i Instagramie przez 14 dni.


Joanna Jabłczyńska poinformowała o otrzymanym wezwaniu przedsądowym i przedstawiła żądania skierowane do niej przez pełnomocnika Katarzyny Grocholi. Wideo: Facebook / Joanna Jabłczyńska.

Jabłczyńska zdecydowała się spełnić żądania, aby uniknąć długiego, kosztownego i stresującego procesu. Z własnych pieniędzy przelała 5 tys. zł na Fundację Rak'n'Roll. Była to osobna wpłata - nie pochodziła z późniejszej zbiórki.

Aktorka postanowiła wykorzystać ogromne zainteresowanie całym zamieszaniem i uruchomiła w serwisie Pomagam.pl zbiórkę pod nazwą "Krok Prawny dla Fundacji Rak'n'Roll".

- Bardzo mocno w Was wierzę! Pokazaliście przez ostatnie dni swoją moc! Pokażcie ją również w tej zbiórce! - zaapelowała Joanna Jabłczyńska.

Pieniądze ze zbiórki mają wesprzeć działalność Fundacji Rak'n'Roll. Organizacja pomaga osobom chorującym na nowotwory przejść przez leczenie i wrócić do życia po chorobie. Prowadzi między innymi programy dla kobiet tracących włosy podczas terapii, kobiet w ciąży leczących się onkologicznie oraz osób potrzebujących wsparcia psychicznego i poprawy sprawności po zakończeniu leczenia.

Przedstawiciele fundacji przyznali, że akcja była dla nich zaskoczeniem. Podziękowali Jabłczyńskiej oraz wszystkim wpłacającym, podkreślając, że każda taka pomoc jest dla ich podopiecznych bardzo cenna.

Po nagraniu aktorka opublikowała wymagane przeprosiny. Na czerwonej planszy przeprosiła Annę Katarzynę Grocholę za naruszenie jej czci, dobrego imienia, godności osobistej, autorytetu zawodowego, reputacji w środowisku filmowym oraz tajemnicy korespondencji.

Do wpisu dodała zdanie: "Materiał stworzony przy pomocy AI" oraz emotikonę jabłka. W ten sposób do całej historii dołączyła jeszcze sztuczna inteligencja, choć tylko w roli drugoplanowej.


Przeprosiny opublikowane przez Joannę Jabłczyńską po otrzymaniu wezwania przedsądowego. Fot. Facebook / Joanna Jabłczyńska.

Nie był to wyrok sądu ani przegrana sprawa, ponieważ do procesu nie doszło. Jabłczyńska wyjaśniła, że wykonała żądania zawarte w wezwaniu, aby uniknąć postępowania - niezależnie od tego, kto ostatecznie mógłby je wygrać.

- Ja już nie chcę przepraszać za przeprosiny - skomentowała Joanna Jabłczyńska.

W całej historii pojawiły się więc trzy różne przeprosiny. Jabłczyńska przeprosiła Żulewską za udostępnianie treści, które mogły w nią uderzać. Szelągowska przeprosiła Jabłczyńską za osobiste obelgi. Później Jabłczyńska przeprosiła Grocholę po otrzymaniu wezwania od jej pełnomocnika. Coraz trudniej było zapamiętać, kto, kogo i za co przepraszał.

Osobnym wątkiem stała się Danuta Stenka, która w nowym filmie ponownie zagra Judytę. Jabłczyńska od początku mówiła, że po informacji o utracie roli sama zadzwoniła do swojej filmowej mamy.

- Miałam numer do Danusi, więc do niej zadzwoniłam. Zaniemówiła. Później rzuciła parę niecenzuralnych słów - relacjonowała Joanna Jabłczyńska.

W medialnych relacjach prywatna reakcja Stenki zaczęła być przedstawiana jako zdecydowane opowiedzenie się po stronie Jabłczyńskiej. Kilka dni później sama zainteresowana przyznała, że żałuje ujawnienia szczegółów rozmowy. Jej słowa zostały bowiem rozbudowane do informacji o wsparciu, a nawet wstawiennictwie Stenki.

Jabłczyńska wyjaśniła również, że podczas tamtej rozmowy żadna z nich nie wiedziała jeszcze, iż dorosłą Tosię zagra Agnieszka Żulewska. Reakcja Stenki nie mogła więc być wymierzona w nową odtwórczynię tej postaci. Jabłczyńska podtrzymuje jedynie, że prywatnie usłyszała od niej słowa wsparcia. Sama Danuta Stenka publicznie nie skomentowała całego sporu.

Katarzyna Grochola przypominała również, że Tosia nie zawsze była grana przez tę samą aktorkę. W różnych ekranizacjach w tę postać wcielały się Joanna Jabłczyńska, Maria Niklińska i Julia Kamińska. Dla wielu widzów filmu z 2004 roku twarzą Tosi pozostaje jednak właśnie Jabłczyńska. I to na tym przywiązaniu zbudowana została duża część emocji.

Skalę zainteresowania pokazują dane Instytutu Monitorowania Mediów przedstawione przez branżowy portal Wirtualne Media. Tylko od 26 do 30 sierpnia, a więc jeszcze przed nagraniem Szelągowskiej, ujawnieniem prywatnych wiadomości i późniejszymi przeprosinami, w tradycyjnych mediach ukazało się około 270 materiałów na ten temat.

W mediach społecznościowych pojawiło się natomiast 22,5 tys. publikacji, wpisów i komentarzy, które wywołały blisko 358 tys. reakcji. Zasięg brutto oszacowano na 23,6 mln kontaktów.

Nie oznacza to, że sprawę śledziło 23,6 mln różnych osób. Jedna osoba mogła zobaczyć kilka publikacji. Liczby pokazują jednak, że stwierdzenie "mówi o tym cała Polska" nie jest w tym przypadku wyłącznie tabloidową ozdobą.

Medialną obecność tematu wyceniono na równowartość około 4,4 mln zł reklamy. Nie są to pieniądze zarobione przez aktorki ani producentów. To szacunek pokazujący, ile mogłaby kosztować kampania reklamowa zapewniająca podobną widoczność.

Spór o Tosię wygenerował cztery i pół razy więcej publikacji i komentarzy oraz o 76 proc. więcej reakcji niż szeroko komentowana informacja o przejściu Julii Wieniawy do Polsatu. Pod względem zainteresowania mediów film już odniósł więc sukces. Pozostaje pytanie, czy przełoży się on również na sprzedaż biletów.

Jedni widzowie mogą pójść do kina z ciekawości. Inni już zapowiadają, że filmu nie obejrzą. Specjaliści od wizerunku zwracają uwagę, że całe zamieszanie może szczególnie zrazić osoby, które czekały na nostalgiczny powrót znanych bohaterów i liczyły również na obecność Jabłczyńskiej.

Zdjęcia do filmu zakończyły się w nocy z 2 na 3 września. Reżyser Greg Zgliński nie chciał wdawać się w publiczne rozliczanie całej sytuacji.

- Zrobiliśmy piękny i wzruszający film - powiedział Greg Zgliński.

Premiera jest zapowiadana na 2027 rok. Zanim jednak film trafi do kin, ma już za sobą ogromną kampanię medialną, której nikt nie musiał zamawiać ani opłacać.

Największy paradoks polega na tym, że Agnieszka Żulewska przez cały czas milczała, a o jej roli zdążyli wypowiedzieć się producenci, aktorzy, dziennikarze, prezenterzy, prawnicy, internauci i znaczna część polskiego show-biznesu.

- Czy kiedyś skończy się ta inba z "Nigdy w życiu!"? Czy nigdy w życiu? - pytała aktorka Hanna Turnau.

Z całego zamieszania wynikło jednak coś bezdyskusyjnie dobrego. Bez względu na to, czy ktoś wierzy bardziej aktorce, producentom czy żadnej ze stron, znaczenia pomocy dla podopiecznych Fundacji Rak'n'Roll trudno podważyć.

Film ma trafić do widzów dopiero w 2027 roku, ale swoją internetową premierę ma już dawno za sobą. Jeśli więc ta historia musiała doczekać się tylu odcinków, dobrze, że przynajmniej jeden z nich kończy się czymś więcej niż kolejnym oświadczeniem i przeprosinami.

Początkowym celem zbiórki było 50 tys. zł. Do 5 września do godz. 11.00 udało się zebrać już ponad 380 tys. zł. Pieniądze mają wesprzeć działania Fundacji Rak'n'Roll na rzecz osób chorujących na nowotwory.

Reklama

Powiązane tematy

Reklama

Polecane wiadomości

Reklama

Nasze podserwisy

Warto odwiedzić

Spotted Ostrołęka
Info Przasnysz

Wyszukiwarka